Kobieta zamknięta w szklanej bańce – “Nora” Teatru Wybrzeże w Gdańsku

wrzesień 20, 2021 3:09 pm opublikowane przez

Ameryka, lata 50/60, w radiu słychać muzykę rock and roll. W pastelowej scenografii stajemy się świadkami narodzin feminizmu. W tej sztuce znajdziemy wiele: rolę kobiety, feminizm, nastrój minionych lat, a także mocną formę i wręcz przerysowane postacie.

Norę (Dorota Androsz) poznajemy w pięknej czerwonej sukience w stylu pin-up girl z idealną fryzurą. Dba o porządek w domu, zajmuje się trójką rozkosznych dzieci, gotuje obiady dla swojego zapracowanego męża Helmera (Grzegorz Gzyl), który jest dyrektorem banku akcyjnego. Przed przyjściem jakichkolwiek gości – przyjaciela rodziny, doktora Ranka (Robert Ninkiewicz) czy jej przyjaciółki, pani Linde (Katarzyna Kaźmierczak), dokładnie sprząta i przybiera swego rodzaju maskę – szeroki, niewinny uśmiech. 

Przed oczami widzów ukazuje się kobieta-lalka, kobieta niedojrzała, traktowana przez wszystkich jak dziecko. Nora na każde słowo przytakuje mężowi, on nazywa ją skowroneczkiem, łasuchem, dzieckiem, wiewióreczką, mówi nawet, że “mały ptaszek musi mieć czysty dziubek”. Jeśli pragnie chwili uwagi lub potrzebuje pieniędzy od Helmera, stara się być dla niego jak najmilsza i wręcz prosi go jak mała dziewczynka o prezenty. 

Wszystko zmienia się, gdy dowiadujemy się, że Nora posiada pewien sekret związany z kolegą z pracy jej męża – adwokatem Krogstadem (Cezary Rybiński). Bohaterka stara się ukryć przed wszystkimi fakt, że zaciągnęła u niego pożyczkę. Jednak adwokat coraz bardziej naciska na kobietę. Napięcie, związane z szantażem rozładowane jest poprzez kulminacyjną scenę tańca – początkowo idealnego, zachwycającego oczy obserwatorów, jednak z czasem stającego się walką o przetrwanie. Czerwone światło i niepokojąca muzyka mówią nam, że jest to wnętrze Nory, jej prawdziwe uczucia, jej niepokój i strach. Jak gdyby ciało kobiety było do tej pory uwięzione i nagle się wyzwoliło. Im większa jej desperacja, tym ten taniec bardziej ją porywa i uzbraja w siłę do ostatniej sceny spektaklu, w którym Nora odzyska utraconą podmiotowość.

Kolejnym wymownym akcentem jest bal, gdzie bohaterka przebiera się za Jackie Kennedy, żonę zastrzelonego prezydenta. W tamtych czasach Jackie była ideałem, ale też niewolnicą spojrzenia zarówno kobiet, jak i mężczyzn. Wymowne stają się słowa doktora Ranka, gdy mówi, że na kolejny bal Nora nie powinna zakładać żadnej maski. Są to słowa bardzo aktualne i dotyczące wielu osób, które poszukują własnego wnętrza. 

W ostatniej scenie widzimy przemianę bohaterki, Nora ukazuje się w spodniach. Pragnie z mężem porozmawiać, po raz pierwszy na poważnie. Opowiada, że mąż nigdy jej nie rozumiał, tak jak poprzednio jej ojciec; nigdy jej nie kochał, uczył swoich poglądów, a własne musiała ukrywać. Przeszła z rąk ojca w ręce męża, była jak lalka, którymi kiedyś się bawiła. Nora twierdzi, że mąż nie może jej wychowywać, ona musi wychować się sama i zdobyć doświadczenie życia. Gdy bohaterka wychodzi, słyszymy strzał, a Helmer pada martwy na krześle.

Można się zastanawiać, do czego porównać to przedstawienie – czy jest to sitcom, pastisz, groteska czy telenowela. Formy przedstawienia są bardzo zamknięte, akcja zwarta i dynamiczna, widz czuje się trochę przytłoczony tą intensywną strukturą. Postacie są bardzo przerysowane i intensywne. Czy ta szybkość i jaskrawa akcja była dobrym krokiem przy tak rozbudowanej fabule? Ciekawym zabiegiem, była muzyka towarzysząca aktorom przez cały czas spektaklu, jedynie w ostatniej scenie się nie pojawiła. Budziła ona napięcie, lecz jej nagromadzenie bardzo narzucało interpretacje każdej ze scen, nadawała określone emocje. Trochę jak muzyka i śmiech widowni pojawiający się w telenowelach i sitcomach. Muzyka miała być inspiracją z filmów Davida Lyncha. Scenografia natomiast może dosłownie kojarzyć się z wybudowanym domkiem dla lalek. Pastelowe kolory, kanapy i specyficzny telewizor nadawały amerykańskiego stylu lat 50/60. Ostatecznie jesteśmy świadkami narodzin feminizmu i siły kobiet, które przez lata żyły w szklanej bańce. Przyszedł czas, by bańka pękła, a Nora nauczyła się własnego życia.

 

Gabriela Jaśkiewicz

Kategoria:

Napisane przez sekretarz literacki